Manggha z widokiem na Wawel

Odwiedziliśmy Muzeum Manggha bez żadnego planu i zadęcia. Po prostu wracaliśmy z Podhala i nie chcieliśmy, by ta podróż za szybko się skończyła, więc zajechaliśmy do Krakowa z zamiarem spędzenia kilku przyjemnych godzin. Wystawę „Japońska układanka” oraz mieszczącą się w Galerii Europa – Daleki Wschód (budynek tuż obok muzeum) ekspozycję poświęconą współczesnemu chińskiemu malarstwu tuszowemu oglądaliśmy niespiesznie. Pośpiech w takim miejscu byłby niewskazany. Zjedliśmy też pyszny posiłek w tutejszej Café Manggha.

Pierwsza wystawa wiedzie zwiedzającego przez 10 działów: od geografii, demografii, religii, bogatej symboliki japońskiej, przez święta (najbardziej podobało mi się Święto Lalek inaczej Dzień Dziewczynek –  Hina-matsuri), kuchnię, tkaniny i zwyczaje, po świat kaligrafii i japońskiego papieru. Stamtąd udaliśmy się do działu gier – tych tradycyjnych i tych współczesnych, kącika Play Station – oraz komiksów.

W ostatniej części, w której urządzony był tradycyjny japoński dom, zdjęliśmy buty i paradowaliśmy w skarpetkach po matach tatami, mijając drzewka bonsai i ikebanę. Wkroczyliśmy też na werandę wychodzącą na kamienny ogród zen. Wyplataliśmy sznureczki metodą kumihimo (służyły dawniej do przewiązywania kimona), próbowaliśmy swych sił w kaligrafii, pieczętowaliśmy japońskie kartki. I tak niepostrzeżenie minęły 3 godziny.

Zamierzaliśmy się zbierać, ale ciekawość i głód zatrzymały nas w… Café Manggha. Pękły nam kolejne 2 godziny.

Restauracja japońska z pięknymi papierowymi żyrandolami, utrzymana w stonowanych kolorach, z meblami z jasnego drewna zajmuje otwartą przestrzeń naprzeciwko kas i sklepiku z niebanalnymi pamiątkami w stylu japońskim. Zarówno siedząc przy stolikach w środku, jak i na zewnątrz, na obszernym tarasie, możecie do woli podziwiać widok Wawelu po drugiej stronie Wisły.

Obsługa przemiła, pomocna, uważna i szybka. Poinformowałam, jakich produktów i przypraw nie mogę jeść przy hashimoto i przyznaję, że kelnerka bardzo rzetelnie sprawdziła skład potraw. Znalazłam kilka niesprawiedliwych i dość złośliwych uwag w necie na temat pracy personelu i brudu w restauracji. Jeśli to głosy zakompleksionej konkurencji, to raczej Café Manggha nie ma się czego obawiać.

Ryż gomoku z krewetkami, grzybami shitake, algami nori i omletem z jajek oraz sosu sojowego zachwycił nas subtelnym smakiem i doskonałą kompozycją produktów. Zupa miso z tofu i warzywami obfitowała też w kiełki amarantusa i czarny sezam. Na składnikach się tu nie oszczędza, a ceny są bardzo przystępne (jeśli porównujemy je z warszawskimi). Zupa miso 8 zł, a ryż z mnóstwem krewetek 18 zł. Wszystko podane na ciekawej porcelanie. Możecie też spróbować bardziej tradycyjnych potraw japońskich: sushi, kurczaka teryiaki. Albo dań przypominających trochę układankę multikulti, np. humusu z pastą miso.

Naszą uwagę przykuł wysoki mężczyzna w charakterystycznym nakryciu głowy. Murat Kornaev pochodzi z rosyjskiego Pskowa, ale od 17 lat mieszka w Polsce, ożenił się z Polką, ma dwie córki. Jeszcze jako student matematyki za sprawą swojego nauczyciela zainteresował się japońską sztuką parzenia herbaty. Hobby i pasja z czasem przerodziły się w plany zawodowe. Murat w 2016 roku zajął pierwsze miejsce w międzynarodowym Tea Masters Cup w Seulu. To nie tylko konkurs sztuki parzenia herbaty, ale swoisty zawód herbacianego sommeliera, który to potrafi skomponować herbatę z odpowiednią przystawką czy potrawą. Murat przyznaje, że jest szczęściarzem, praca w Café Manggha to czysta przyjemność. A my przyznajemy, że parzona przez niego sproszkowana matcha smakuje wybornie. Zwłaszcza z mlekiem kokosowym lub migdałowym.

W planach herbaciany barista ma jeszcze założenie sklepu internetowego z herbatami i akcesoriami. Jeśli ktoś nie jest zwolennikiem japońskiej herbaty, może też w Manggha wypić dobrą kawę i zjeść ciasto lub deser, np. bezglutenową chia z malinami i płatkami migdałowymi. No cóż, chorzy na hashimoto powinni unikać zielonej i czarnej herbaty – wypłukują żelazo. Rzeczywiście ich nie piję, ale w muzeum zrobiłam wyjątek.

Na pewno będziemy regularnie wracać do Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej oraz do Café Manggha. Nie zapomnijcie o tym miejscu, kiedy odwiedzicie Kraków.

Café Manggha, ul. Marii Konopnickiej 26 (niedaleko Wawelu), Kraków

Godziny otwarcia:
wt.-nd. – 10:00 – 17:30 (informacja z sieci)

Średnie ceny:
dania główne 18 – 40 zł

Posty powiązane: Hala  Mirowska. Nowe życie zabytku,U Jezusa. Egzotyczne produkty numer 17, Polski drób. Króliki i podroby, numer 45a, Kamienica w kamienicy na rynku, Kasze, ziarna, bakalie od Małgosi, Podlaskie mięso u pana Krzysia, numer 109, Pieczywo i makarony bezglutenowe, numer 49Dynia spod Ożarowa, numer 77

Brak komentarzy til "Manggha z widokiem na Wawel"

    Odpowiedz

    Twój adres email nie będzie opublikowany